Produkty powiązane

Pokaż wszystkie

Produkty polecane

Drewniana deska kuchenna - raz i na tysiąc lat

Niestety, tytuł artykułu nie świadczy o tym, że będę pisał o deskach niezniszczalnych, które przetrwają całymi epokami. Nie ma takich desek, niestety. Wyjaśniając istotę tytułu – od lat walczę z polską trwogą przed deskami kuchennymi. Popiel goniony przez myszy, czy parobkowie i gęsiareczki ścigani przez rozjuszonych Krzyżaków nie drżeli tak strasznie przed wrogiem, jak Rodacy drżą przed zakupem dobrej deski kuchennej. Ironizowałem już na ten temat w przestrzeni okrutnego Inkwizytora Kuchennego.
 

 

Deski, niestety, nadal przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Deski kuchenne są niemal równoznaczne z herbem rodowym, czy spuścizną 15 pokoleń, którą kultywuje się z pietyzmem, ochrania przed światem i chowa na lepsze czasy w kufrze. Niestety, na 100 kupowanych w moim sklepie doskonałych noży przypadają 2-3 deski. Nie upieram się, że tylko światowi producenci tworzą dobre deski. Nie w tym rzecz. Ale chodzi o fakt, jak mało uwagi przywiązuje się do tego, na czym się kroi. Deska ciągle jest w Polsce produktem ostatniej potrzeby.
 

Dlaczego twierdzę, że dobry, kuty z pietyzmem przez fachowców nóż wymaga równie dobrej deski? Pytanie tak samo zasadne jak to, czy do luksusowego samochodu warto kupować podrabiane w Chinach części, czy tankować paliwo, na którym nawet taczki nie chciałyby jeździć.
 

 

 

Kwestia pierwsza – dobre, zdrowe krojenie warzyw, mięs, serów itp. wymaga desek z wysezonowanego drewna, które nie będą się rozszczepiały i rozchodziły w szwach. Muszą to być deski, w których nacięciach (nie do uniknięcia w przypadku krojenia dobrymi nożami) nie będą lęgły się pokolenia bakterii. Spękana, poczerniała z racji wieku i wysiłku deska niewiadomego pochodzenia to przerażające zjawisko. Gołym okiem nie widać – może i dobrze – co w niej mieszka. Wszystko, co będzie na niej krojone, zostanie automatycznie skażone i pozbawione wartości odżywczych. Na jedno by wyszło, gdyby jeść spryskane świeżo chemią ziemniaki, czy owoce.
 

Dlatego deska musi być stworzona albo z materiału, który sam z siebie bakterii nie dopuści – np. bambusa, czy drewna teakowego lub z takiego drewna, które było impregnowane odpowiednimi olejami jadalnymi, co zabezpiecza je przed zsychaniem i wypaczaniem – a, co za tym idzie, przed bakteriami. Oleje, o których mowa, dobiera producent nasączający nimi swoje deski. Takie oleje działają – przez analogię – podobnie, jak bardzo zaawansowane preparaty do konserwowania drewnianych mebli ogrodowych, które stoją na dworze całymi latami.
 

 

Stąd warto wierzyć dobrym, sprawdzonym deskom, które będą zrobione z potężnego, sezonowanego, czy odpowiednio łączonego drewna (lub jego jednego kawałka), deskom, które producent zaimpregnował atestowanymi preparatami, bejcami itp. dopuszczonymi do kontaktu z żywnością.
 

Druga kwestia, która łączy się z tematem dobrych, drewnianych desek kuchennych – one nie tępią tak szybko i mocno noży, jak to ma miejsce w przypadku desek syntetycznych bądź powstałych z miękkich, niewysezonowanych gatunków drewna. Można spotkać i tańsze i droższe deski wielu producentów, którzy swoją renomą i wiedzą gwarantują jakość i wytrzymałość produktu (np. sprawdzane przeze mnie przez lata deski marek Miyabi, Rosendahl, Skagerak Denmark). Wypróbowałem je, do dziś działają bez zarzutu, więc z czystym sumieniem polecać mogę. Niestety, takie deski są, z automatu, droższe, niż deska nędznej jakości.
 

 

Jeszcze słowo o pielęgnacji desek z drewna. Trzeba je myć po każdym użyciu. Niedopuszczalnym jest zostawianie na desce resztek krojonych produktów (zwłaszcza wilgotnych, czy szybko się psujących). Kolejna kwestia – deskę warto raz na jakiś czas wyparzyć – zalać wrzątkiem z czajnika. Od czasu do czasu można ją przetrzeć papierowym ręcznikiem nasączonym olejem jadalnym. Lekko wcierając oliwę, czy olej, zapewnimy desce odpowiednią wilgotność – drewno posłuży dłużej.
 

 

Warto pomyśleć też o tym, żeby na osobnej desce kroić mięsa, na innej warzywa, na jeszcze innej ryby, a osobną poświęcić pieczywu. Deska ma pierwszy kontakt z jedzeniem, które często szybko się psuje, ma, samo z siebie, na sobie i w sobie sporo bakterii i zanieczyszczeń (bakterie „siedzą” na mięsie, rybach, pryskanych warzywach, owocach, itp.). Niestety, nie wszystko uda się zmyć pod bieżącą wodą. Najczęściej kroi się produkty surowe, które dopiero po odpowiedniej obróbce termicznej staną się pełnowartościowym, zdrowym posiłkiem – wtedy pozbywają się różnego typu bakterii i drobnoustrojów chorobotwórczych. To nie histeria przewrażliwionego na punkcie desek gotującego wariata, to nie chęć producenta, żeby zedrzeć z Klienta wszystkie pieniądze. To tylko zdrowy rozsądek. Oczywiście, nie twierdzę, że bez kilku desek w kuchni poradzić sobie nijak nie można. Jeśli ktoś życzy sobie mieć jedną, jego wola. Byle dbał o nią odpowiednio i wybrał deskę, która posłuży przez lata.

 

 

Krystian Wawrzyczek – specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych
www.smakprostoty.pl

Zdjęcia: Miyabi, Rosendahl, Skagerak Denmark

 

Akceptujemy platnosci.plUPS

Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.